Stanąć na nogi nie było tak trudno jak w przypadku operacji brzucha. Mięśnie nie były nadwyrężone – przynajmniej te których używałam do chodzenia. Na początku poruszałam się w towarzystwie bardziej z racji strachu niż potrzeby fizycznej. Bo strach potrafi sparaliżować, potrafi zablokować, potrafi zniszczyć.
Lubiłam chodzić. Wiedziałam, że jeśli chodzę oznacza to, że jestem w całkiem niezłej formie.
Na korytarzu poznałam D. Wydawało mi się, że to fajny, normalny facet. Czasem gadaliśmy. Wyszedł przede mną. Po nitce do kłębka okazało się, że pracował z mężem koleżanki jednej z moich sióstr. Lubię ludzi i cenie sobie znajomości nawiązane w trudnych chwilach w naszym życiu. Zorganizowałam sobie do niego nr telefonu. Napisałam z troską jak się czuje. Niestety okazało się, że D to nie R poznany zimą. D jest niestabilnym emocjonalnie, roszczeniowym i po prostu dziwnym facetem. Z pełną świadomością tej znajomości nie chcę i nie podtrzymuję.
Wracając do spacerów. Po zabiegu nie wyglądałam dobrze. Kiedyś chciałam wystraszyć dzieci w poczekalni. Niestety moje siostry mają nieco inne poczucie humoru. Nie pozwoliły mi na tę rozrywkę.
Czasem ludzie na mnie spoglądali, a mnie jak zwykle mało to interesowało.
Wreszcie kiedy czas trwania odwiedzin przez rodzinę znacznie się skrócił zaczęłam chodzić po korytarzu sama. Chodziłam często i dużo. Nie bez powodu jedna z pielęgniarek nazwała mnie monitoringiem neurochirurgii. Ale co ja na to? Nic …