Tak bardzo chciałam kompletności mojego bloga. Pięknego uporządkowania.
Ja tak nieporządna.
Ale tak nie będzie.
Miałam zamiar napisać o tym jak wszystko się zaczęło. Jak minęły te wszystkie lata z chorobą. Chciałam pokazać jaką drogę przeszłam. Tyle wzlotów i bolesnych upadków – szczególnie w ostatnich latach walki.
Dziś jednak nie potrafię odwrócić się za siebie.
Przyjdzie jednak czas, w którym otworzę na moment furtkę w przeszłość.
Napiszę wówczas wiele.
Napiszę o beztrosce, którą dziś czasem uznaje za nieodpowiedzialność i głupotę.
Napiszę o wielu utraconych nadziejach.
Napiszę o śmierci, którą widziałam i która przestała robić na mnie wrażenie.
Napiszę o świrach, których spotkałam w szpitalu.
Napiszę o tym jak myślałam, że moje życie się kończy.
Napiszę o tym, że choroba mnie uratowała.
Napiszę o tym, że jestem miękka ale się nie poddałam.
Napiszę.
Nie dziś….
Może jutro….
Może za tydzień….
Może za chwilę…..
Ja choruje już prawie 15 lat, od 4 mam stomię i na jednym z ostatnich pobytów w szpitalu nawiedzili mnie studenci, jak zwykle 3-4 osoby z małym notesikiem żeby zrobić ze mną wywiad. Zawsze, każdy pobyt śpiewałam im jak z karabinu maszynowego regułki, co jak, kiedy itd a ostatnim razem nie dałam rady. Nie wiem czemu, ale rozpłakałam się jak dziecko i poprosiłam żeby wyszli. Myślę, że to dlatego że wreszcie do mnie dotarło ile przeszłam, i mimo iż nie uważam się za osobę chorą, to nią jestem i czas to przyjąć jednak do wiadomości. Przyjęłam ale nadal uważam się za osobę +- zdrowa tylko że że stomią. Ale jak myślę o czasie cierpienia przed pierwszą operacją, strachu przed operacjami, czy się obudzę, czy wrócę do dzieci łzy same Cisna się do oczu od jakiegoś czasu. I teraz też piszac to ocieram policzki
Mam wrażenie, że jesteśmy na n podobnym etapie swojej drogi 🙂
Kiedyś jak ludzie mówili, że mnie podziwiaja, że jestem silna, że daje rade a jest tak ciężko zastanawiałam się o co kurde im chodzi – takie życie. Dziś sobie myślę-jak ja dałam radę? Może rzeczywiście jestem silna?